niedziela, 21 czerwca 2015

Rodział X

Hej!
Bardzo chciałam umieścić rodział już w piątek, ale niestety zdarzyło się tak, że musiałam wyjechać i byłam odcięta (w zasadzie do teraz) od Internetu. Podam też na początku kilka kwestii organizacyjnych ;)

Chciałam też bardzo podziękować za komentarze, zarówno pod ostatnim rozdziałem jak i poprzednimi! :)

I przy okazji poinformować, że w zakładce "Bohaterowie" dodałam nowe osoby, są to koledzy, którzy grają z Janice w zespole ORAZ opisy wszystkich bohaterów. Mam nadzieję, że będą pomocne i przydatne.

Dodałam też przy okazji możliwość skontaktowania się ze mną po prawej stronie. Jeśli chcielibyście być informowani o rozdziałach, aktualizacjach itp. na blogu i może przy okazji po prostu wymienić się ze mną jakąś wiadomością to zapraszam do kontaktu :)

No dobra, już nie męczę!

***

Na lotnisku czekała na mnie już Ella.
- Chłopcy dolecą do nas kolejnym lotem – powiedziała.
- A moi chłopcy? – dopytałam. Tak, miałam już swój zespół. Czterech chłopaków, którzy byli naprawdę super. Trochę szaleni, ale obowiązkowi. Zabawni, uroczy i przystojni.
- Spotkamy się już w Barcelonie – ucięła.
- Jesteś zła? – spytałam.
- To nie moja sprawa. Jeśli tak zrobiłaś to musiałaś mieć powód. Ja wam nie zaglądam do tego co robicie, gdy nikt nie patrzy, ale widzę co się dzieje.
- Po prostu...
- Wiesz, że możesz mi o wszystkim powiedzieć? Ja i tak w tym siedzę.
- Wiesz, że nie jesteśmy razem? – spytałam jej zatrzymując się i ściszając głos.
- Tak. Chociaż uważam, że idealnie do siebie pasujecie. – Stwierdziła. Zmarszczyłam brwi odrzucając myśl o tym. Wiem, że Harry nie byłby zadowolony.
- Wiesz jaki jest Harry? – spytałam lekko się uśmiechając.
- Zmienny, emocjonalny i uparty?
- Dokładnie. Stwierdził, że się zakochał.
Ella podniosła brwi.
- Zakochał?! – niedowierzała.
- Oczywiście, że nie – uspokoiłam. – To jego kolejne zauroczenie, które minie mu po miesiącu, ale laska rzuca się najwyraźniej bardziej niż inne i chce być za wszelką cenę na świeczniku.
- Nie ma takiej możliwości.
- No i właśnie chciał to ze mną renegocjować, a wszystkie moje argumenty traktował jako ataki, na które odpowiadał mocniej bez względu na cokolwiek.
- Chcesz zakończyć umowę? – spytała mnie szczerze. Ruszyłyśmy w kierunku sklepów.
- Wątpię. Myślę, że on w pewien sposób potrzebuje zarówno mnie jak i tej umowy, która daje mu wbrew pozorom trochę więcej swobody niż wcześniej.
- Naprawdę dobrze sobie z nim radzisz.
- Serio tak uważasz?
- Harry jest primadonną, którą trzeba krótko trzymać i nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że powstrzymywać i chronić przed samym sobą.
- Dobrze go znasz?
- Trochę. Przyjaźnię się z Rose – przyznała. Czyli jego agentka nie trzyma wszystkiego w sekrecie? – Czasami miałam okazję z nim przebywać. – Dodała, prawdopodobnie wyczytując z mojej miny nieme pytanie.
Po zakupach wsiadłyśmy do samolotu, który miał nas przewieźć do Nowego Jorku, skąd miał nas zabrać kolejny samolot już bezpośrednio do Barcelony.

***

- Aaaaa… – pisnęłam, gdy Brett, nasz perkusista mnie złapał i przerzucił przez ramię.
Właśnie mieliśmy przerwę w soundcheck’u, ze względów technicznych. Z nudów wymyślaliśmy głupie gry. Tym razem po prostu mu uciekałam.
- Już – poinformował Jose, gość odpowiedzialny za ustawienia nagłośnienia w obiekcie.
- Musicie się pospieszyć, macie 10 minut – powiedział Patrick, który sprawował pieczę nad zespołem. Przyleciał dzisiaj nad ranem.
Brett wniósł mnie na scenę.
Widziałam tylko tył sceny, ponieważ wciąż mnie trzymał uzgadniając coś z resztą.
- Janice… - usłyszałam głoś Elli.
- Brett, puść mnie – poprosiłam.
- Jesteś tego pewna?
- Tak.
Opuścił dłoń, a ja spadłam na ziemię z hukiem, mocno się przy tym obijając.
- O matko! – usłyszałam głos Mikey’a.
- Wszystko okej? – spytał Zach stojąc z resztą pod sceną.
- Tak – powiedziałam podnosząc się. – Jesteś idiotą! – jęknęłam zwracając się do Bretta i rozmasowując bolące ramię, po czym uderzyłam go w klatkę piersiową.
Cicho się zaśmiał.
- Nie mogło boleć aż tak bardzo, Maleńka – zażartował i objął ramieniem.
Znaliśmy się zaledwie 2 miesiące, a już stawaliśmy się dla siebie rodziną. To było naprawdę niesamowite uczucie.
Spojrzałam w kierunku chłopaków i zauważyłam jak Jesse się do mnie uśmiecha.
Spędziliśmy ze sobą w sumie dwie noce, które wciąż mnie paliły wewnątrz. To była tylko zabawa, ale obojgu nam sprawiała niebywałą przyjemność. Oboje byliśmy spragnieni bliskości drugiej osoby, a jak na ironię mieliśmy spędzić razem całe dwa miesiące.
- Ile piosenek będą wykonywać? – spytał Jesse ich managera.
- Jesteśmy umówieni na 6, jeśli będzie się podobać wejdziemy w większy pułap.

***

- Większy pułap? – zaśmiałam się siedząc z Jesse’em w rest roomie jedząc chińszczyznę.
- Myślę, że będziecie dobrze przyjęci – stwierdził kładąc dłoń na moim udzie.
- Boję się – przyznałam.
- To dobry sposób na oswojenie się. Przecież później jedziesz z The 1975. Tam widownia będzie większa, więc myślę, że możesz się tu czegoś nauczyć.
- Pewnie tak. Ale już mnie brzuch boli.
- To nie jedz tyle, bo nie zmieścisz się w sukienkę – stwierdził Zach, siadając koło nas.
- Nie jesteś zabawny – powiedziałam udając urażoną.
- Tak serio to Ella prosiła, żebyś przyszła jak zjesz, bo musisz się ubrać, pomalować i uczesać – wyjaśnił.
- Okej. – Podniosłam się.
- Już idziesz? – zdziwił się Jesse.
- Tak, bo nie zmieszczę się w moją piękną czarną sukienkę od Chanel. To byłaby wyjątkowa strata – wyjaśniłam i wyszłam z sali w kierunku sali, w której znajdowały się ubrania nas wszystkich.

***

Koncert był niesamowity i gdy wróciłam do hotelu z chłopakami wciąż to do mnie nie docierało. Nie do końca wiedziałam co się wokół mnie dzieje.
Usłyszałam pukanie do drzwi.
Bez chwili zastanowienia podeszłam i je otworzyłam. Wpadł na mnie Jesse, który zmiażdżył mi usta swoimi wargami rozsmarowując zapewne moją bordową szminkę nam po twarzy.
Odsunęłam go od siebie z lekkim uśmiechem.
Wzruszając ramionami rzucił się na łóżko.
- I jak wrażenia? – spytał.
- Nie wiem – przyznałam.
- Jak to nie wiesz?!
- Było… - zaczęłam. – W sumie to nie wiem jak. Niewiele pamiętam.
- Ale pozytywne uczucie, prawda?
- No jasne! – krzyknęłam.
- Śpię dzisiaj z Tobą.
- Jesse…
- Spokojnie. Tylko śpię. Nie lubię spać sam, a jak mam wybierać między tobą a Zachem, to wolę z Tobą. Jesteś mniejsza, delikatniejsza, miększa i dużo lepiej pachniesz. No i nie rozpychasz się tak jak on i nie masz penisa. To mogłoby być wyjątkowo niezręczne, gdybyśmy się nimi dotknęli przez sen.
- Jesteś idiotą – stwierdziłam.
- Wiem. Ale dlatego mnie lubisz, nieprawdaż?
Zamknęłam mu usta dłonią.
- Ciii… - poprosiłam.
- Są jakieś koncerty na które czekasz bardziej?
- W Polsce – powiedziałam bez zastanowienia. – I w Londynie – dodałam po chwili.
- Czemu? – spytał.
- Bo od roku nie byłam w domu, oczywiście z wyjątkiem wigilii Bożego Narodzenia.
- Czemu?
- Bo pracowałam. Teraz też wpadnę na chwilę, ale będę mogła się odezwać w swoim języku. No a Londyn, bo to miejsce jest już dla mnie trochę jak dom. Tak się tam przynajmniej czuję i myślę, że po  całym miesiącu będę tęsknić.
- I zobaczysz Harry’ego.
- Nie wiem, czy przyjdzie.
- Wpisałaś go.
- Tak, ale mimo wszystko.
Mimo że powinien, wcale nie byłam taka pewna czy się pojawi. Od naszej rozmowy telefonicznej ani razu się do mnie nie odezwał, a to było do niego niepodobne. Bez względu na to chciałam, żeby się pojawił i ze mną porozmawiał. Poza tym chyba zależało mi na tym, żeby zobaczył mnie występującą na żywo.
- Myślę, że on…
- Dlaczego chcesz o nim rozmawiać? – przerwałam mu, nieco poirytowana.
- Bo moim zdaniem tego potrzebujesz.
- Wybacz Jesse, ale uważam, że jesteś ostatnią osobą, która powinna o tym ze mną rozmawiać.
- Jak chcesz – poddał się. – Wracam do siebie – zaczął się podnosić.
- Nie! – ponownie podniosłam głos ciągnąc go do siebie. Miałam wyrzuty sumienia, że go zaatakowałam. - Przepraszam... - szepnęłam mu do ucha. - Naprawdę nie chcę o nim z Tobą rozmawiać.

Leżałam na brzuchu, a Jesse wodził dłońmi po moim nagim ciele.
- O co chodzi? – spytałam cicho patrząc na niego.
Spojrzał na mnie delikatnie przygryzając wargę. Odgarnęłam mu włosy za ucho.
- Wiedziałem, że na pewno kryjesz pod ubraniem jakieś tajemnice – zażartował.
- Jesse! – upomniałam go zakrywając się kołdrą.
- No przestań, Mała. – Przewrócił oczami ponownie mnie odkrywając. – Strasznie mnie to kręci.
- Co w tym takiego niezwykłego.
- Nigdy nie pomyślałbym, że masz jakikolwiek tatuaż, albo jakikolwiek kolczyk.
Zawstydzona schowałam głowę pod poduszkę.
Dotknął tatuażu w kształcie kotwicy z cytatem „Home is where the heart is” znajdującego się na wysokości żeber.
- Twoje motto? – spytał. 
Skinęłam głową.
- Ile masz ich w sumie?
- Motto, czy tatuaży? – drażniłam się.
- Tatuaży, Mądralo.
- Siedem.
Gdy to powiedziałam musnął moje usta, a potem mocno wtulił w moje nagie ciało.

***


Dzisiaj graliśmy w Pradze. Myślę, że wszystko poszło zgodnie z planem. Prosto z koncertu udaliśmy się na lotnisko i polecieliśmy do Polski. Postanowiłam spać dzisiaj u siebie w domu. Jesse długo próbował przekonać mnie, żebym wróciła do nich, ale stęskniłam się za rodziną i swoim własnym łóżkiem.
- Jania, kiedy przedstawisz nam swojego chłopaka? – spytała mama.
- Mamo, oboje jesteśmy teraz bardzo zajęci, ale jak tylko będzie taka możliwość to go tu przywiozę.
Zjadłam prawdziwy domowy obiad na kolację i poszłam spać, oczywiście pod pachą z moim ukochanym psem, a nad ranem pojechałam na lotnisko po Lucy, której chciałam pokazać swoje pierwsze koncerty.

Gdy tylko ją zobaczyłam wpadłam w jej ramiona.
- Tak bardzo się stęskniłam – pisnęłam.
- Ja też, Kochanie – powiedziała, przyciskając mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Jesteś głodna? – spytałam jej.
- Trochę jestem – przyznała.
- To zostawimy u mnie rzeczy i pojedziemy do Aioli.
- Co to Aioli?
- Taka fajna restauracja. Zobaczysz. W Londynie jest w sumie takich całkiem sporo, ale będąc w Warszawie lubię tu przychodzić.
- Dobra, zdaję się na Ciebie! – zgodziła się i poszła ze mną w kierunku parkingu.
- Łoł… To twój samochód? – spytała, gdy zatrzymałam się przed czarnym BMW X5.
- Moich rodziców – wyjaśniłam.
- No ładnie…
- Podjedziemy teraz do mnie i zostawimy samochód, dobrze? – spytałam ignorując jej przytyk.
- Jak sobie życzysz. Będziemy spać u Ciebie?
- Myślę, że tak odpowiedziałam odpalając silnik.

- Co w Londynie? – spytałam, gdy jadłyśmy.
- Dobrze – powiedziała z pełną buzią. Gdy przełknęła postanowiła kontynuować. – Nawet bardzo dobrze. Powoli kończę materiał, będziemy tylko czekać na twoją premierę i po kilku miesiącach wrzucimy moją, żeby nie strzelić dwoma nowościami na raz, do tego dziewczynami z jednego X Factora pochodzącymi z tej samej wytwórni.
- Rozsądne – stwierdziłam.
- W kuluarach mówi się też, że rozstałaś się z Harry’m. – Uderzyła, zrzucając niespodziewanie na mnie bombę.
- Co? – podniosłam nieświadomie głos, zupełnie zaskoczona.
- Wczoraj widziałam się z Alexą, Grimmy’m i Daisy.
- Kto im tak powiedział?
- Po prostu ludzie nie widzieli was już dłuższy czas razem i zaczynają się zastanawiać o co chodzi, bo do tej pory byliście widywani razem dość intensywnie. A oprócz tego jesteś dość często widywana z Jesse’em.
- Powinnam sprawdzać Tumblr’a? – spytałam jej niepewnie.
- Raczej nie – uprzedziła mnie, nieco wycofana. – Rozstaliście się?
- Nie. Jasne, że nie. Przecież wiesz, że bym ci o tym powiedziała. – Przeklęłam się w myślach za to, że trzymam to wszystko przed nią w sekrecie. – A Jesse’ego trudno byłoby mi unikać, skoro razem jesteśmy na trasie. Zwłaszcza, że dobrze się rozumiemy.
- Ale coś między wami się popsuło. Musisz przyznać.
Przygryzłam wargę.
- Nie wiem, czy się popsuło. To wszystko… jest bardzo skomplikowane.
- Rozmawiałaś z nim ostatnio?
- Nie – przyznałam ze łzami w oczach.
- Kiedy ostatni raz?
- Wtedy gdy się pokłóciliśmy i byłam u Jesse’ego, to zadzwoniłam, żeby go uspokoić. Od tego czasu ani razu się do mnie nie odezwał.
- A Ty do niego? – spytała.
- Było mi głupio. Co miałam mu powiedzieć albo napisać? Mam wrażenie, że już ma mnie gdzieś. Poza tym to on zawsze odzywał się pierwszy.
- Może czas to zmienić? – zasugerowała. - Dzwonił do mnie codziennie. – Przerwała mi.
- Po co miał do ciebie dzwonić? – zmarszczyłam brwi.
- Wypytywał co u Ciebie. Powiedziałaś mu podobno, że przez ten miesiąc powinniście pomyśleć o przyszłości i czy chcecie ze sobą wciąż być i że czuje, że nie życzysz sobie z nim kontaktu przez ten czas.
- Ani razu nie powiedziałam, że nie chcę, żeby się ze mną kontaktował – zaczęłam się bronić, zapominając o tym, że powinnam być zła za to, że wszystko jej powiedział.
- Nie rozumiesz, że on nie chce na Ciebie w żaden sposób naciskać i wpływać? Jest mi strasznie przykro, że dowiaduję się o tym wszystkim od niego, a nie od Ciebie.
- Wiem, przepraszam daję dupy. Na każdym kroku.
Rozpłakałam się.
- Nie maż się, Dziewczyno.
Podała mi chusteczkę. 
– Nie masz powodu. Harry strasznie świruje na punkcie Jesse’ego i to doprowadza go do obłędu. Więc mi to wszystko powiedział. Myślisz, że bez tego udzieliłabym mu jakiejkolwiek informacji?
- Na pewno nie doprowadza go do obłędu.
- Jay, on był zrozpaczony, gdy zniknęłaś. Naprawdę mu na Tobie bardzo zależy. Płakał. Rozsypałaś go. Ciągle czuję, że nie jest do końca okej, gdy ze mną rozmawia. Nie psuj tego dlatego, że powiedział ci coś głupiego.
Szczerze wątpiłam, żeby kierowała nim zazdrość o Jesse’ego i to, że tak bardzo chce ze mną być. Żałowałam, że nie mogę jej powiedzieć prawdy. Że nie mogę powiedzieć o tym, co łączy mnie z Harry'm i tego co zrobiłam z Jesse’em.
- Zadzwonisz dzisiaj do niego? – spytała.
- Tak – zgodziłam się. – Dzisiaj lub jutro – dodałam.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.

***

- Witajcie! – powiedziałam w swoim ojczystym języku wchodząc na scenę. – Zanim pojawi się zespół, na który czekacie spędzicie ze mną najbliższe pół godziny. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Po raz pierwszy w życiu, mimo że doświadczenia zbyt dużego nie posiadałam, miałam możliwość porozmawiać z publicznością w swoim języku. Był to nasz dwunasty koncert. Przed każdym niesamowicie się stresowałam. Tym razem miałam wrażenie jakbym była w domu. Jakby było to coś zupełnie innego. Był lekki stres, ale czułam się naprawdę komfortowo na scenie.
- Jest to dla mnie bardzo ważny koncert i wiem, że zapamiętam go na zawsze – zaczęłam – bo to pierwszy koncert w domu.
Pomiędzy piosenkami starałam się jak najwięcej rozmawiać z ludźmi. Siadłam na jedną z piosenek na krawędzi sceny z papierosem i piwem.
- Tak – odpowiedziałam jakiejś dziewczynie w pierwszym rzędzie. – Byłam tu na kilku koncertach – przyznałam. – Zawsze w pierwszych rzędach. – Zaśmiałam się, przytakując innej.
- Teraz mam dla was jeszcze drobną niespodziankę.
Zaśpiewałam razem z Lucy piosenkę, którą przygotowałyśmy razem na moją płytę.
Po moim wstępie do prawdziwego koncertu zeszłam z Lucy przed barierki posłuchać chłopaków. Bawiłyśmy się razem z ludźmi i było naprawdę super. Mam wrażenie, że najlepiej do tej pory.
Po koncercie wyszłam na chwilę do ludzi, a potem schowałam się na backstage’u.
Chłopaki mieli jeszcze krótkie Meet & Greet ze zwycięzcami jakiegoś konkursu. Natomiast Lucy zaczęła gadać z Brandonem.

Ja korzystając z chwilowej niewidzialności schowałam się w jakimś małym pokoiku i wyciągnęłam telefon.

***

Bardzo dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że mogę liczyć na wasze opinie.

Dobranoc! 

6 komentarzy:

  1. O jeju cudowny !!!! Szkoda ze tak rzadko dodajesz.... Mam nadzieje ze nastepny bedzie szybciej !!!! Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tydzień ;) mam nadzieje ze po sesji i openerze uda mi sie dodawać trochę cześciej :)

      Usuń
  2. Jeny ! Świetny strasznie podoba mi sie ta historia kiedy next ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! Mam nadzieje, ze najpóźniej w weekend :)

      Usuń
  3. Świetny rozdział. Bardzo mi się podoba. Janice ma teraz niezły mętlik. Mam nadzieję że pogodzi się z Harrym. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam :) Do następnego!

      Usuń