środa, 2 września 2015

Rozdział XXIII

Hej!

Lecimy z kolejnym rozdziałem!

Przepraszam jeśli jest trochę nudnawy, ale cierpiałam na drobny brak weny. 
Powoli zbliżamy się do punktu kulminacyjnego ;)

Zapraszam do lektury.



***

Podjechaliśmy pod hotel od tyłu.
Harry czekał pod wejściem nerwowo przeczesując włosy.
Kilka metrów dalej stał Andy.
Wysiadłam, a za mną Louis.
Harry ruszył szybkim krokiem w naszym kierunku.
- Okłamałaś mnie! – powiedział ostro, podniesionym tonem.
Lekko się wzdrygnęłam. Nigdy jeszcze nie był taki wściekły. Nawet wtedy, gdy tak bardzo się pokłóciliśmy. Do tego był pijany. Teraz trochę się go bałam.
- Harry… - powiedziałam cicho.
- Powiedziałaś, że ich widzisz! Okłamałaś mnie! – wycedził, gdy szliśmy w stronę naszych pokoi, a ja zadrżałam. – Jak mogłaś to zrobić?! Mieliśmy sobie zaw…
- Zamknij się! – krzyknął Louis, przerywając mu. Była to ostatnia rzecz, której mogłabym się po nim spodziewać.
- Nie rozmawiam z Tobą – upomniał go Harry.
- Chuja mnie to obchodzi z kim rozmawiasz. Ona się Ciebie boi. To Ty ją, kurwa, tam zostawiłeś – zmienił kierunek ostrzału.
- Powiedziała, że was widzi. – Zaczął bronić się chłopak pokazując mnie ręką, wciąż jednak mocno wkurzony. Widziałam jak się w nim gotuje.
- To nie zmienia faktu, że zostawiłeś ją na pastwę tłumu nieobliczalnych nastolatek. Wiesz, że nie wszystkie ją darzą sympatią. Mogły jej naprawdę zrobić krzywdę. Nie rozumiesz tego?!
Obydwaj ze sobą walczyli na słowa. Nigdy jednak nie pomyślałabym, że wszystko mogłoby potoczyć się w taki sposób i że to właśnie Lou będzie mnie bronił.
- Co niby mogłem twoim zdaniem zrobić?!
- Skoro wiesz, że nie była w stanie wejść do samochodu, a skoro odjechałeś to musiałeś być tego świadomy, to mogłeś wywlec swoją szanowną dupę z wozu i ją wyciągnąć.
- Przecież wiesz, że to było niebezpieczne.
- Jesteś pieprzonym tchórzem.
- Sam mówiłeś, że to niebezpieczne.
- Dla niej, Idioto. Ona ma metr pięćdziesiąt i waży z czterdzieści pięć kilo. Ty masz ponad metr osiemdziesiąt i ważysz prawie dwa razy tyle.
- Metr pięćdziesiąt pięć – wtrąciłam cicho przypominając o swojej obecności, za co zmrozili mnie wzrokiem.
- Ta rozmowa nie ma sensu – uciął nagle Harry, podchodząc z moim kierunku. Odruchowo zrobiłam krok w tył. Zatrzymał się patrząc prosto w moje oczy.
- Masz ją przeprosić!
- Bronisz jej?! Jeszcze wczoraj sam wepchnąłbyś ją w tłum takich dziewczyn.
- Czy Ty siebie słyszysz?! Gdybym tego chciał to bym jej nie ratował.
- Chcesz ją puknąć?!
- Pierdol się – odpowiedział mu Louis. – Jak zwykle jest to samo. Mógłbyś chociaż raz przyznać, że nie masz racji. – Janice? – tym razem zwrócił się do mnie. – Dzisiaj będziesz spać u mnie, okej?
- Nonsens – odpowiedział Harry i złapał mnie za ramię. – Już późno, idziemy.
- Nie. – Louis złapał go za rękę.
- Niech sama odpowie – powiedział świdrując mnie wzrokiem. Znał moje słabości i wiedział, że nie lubię mu odmawiać. Tym razem jednak miałam za sobą kogoś, kto wcale nie bał się ani Harry’ego ani jego humorów.
- Ja… - powiedziałam ledwo słyszalnie. – Ja chyba… pójdę z Louisem.
Widziałam jak bardzo go tym zraniłam, ale on sam do tego doprowadził. Wiem, że miał rację. Naraziłam się na niebezpieczeństwo i nie powiedziałam mu prawdy. Nie chciałam, żeby mnie przepraszał, ale nie podobało mi się to co teraz mówił.
Puścił moją rękę cofając się o krok. Był lekko zagubiony.
Louis objął mnie ramieniem i poprowadził korytarzem w kierunku swojego pokoju.
- Pamiętajcie o gumkach. To będzie bardzo niewygodna sytuacja, gdy okaże się, że moja dziewczyna jest w ciąży z innym członkiem zespołu.
- Jesteś pierdolonym dupkiem, Harry – powiedział Louis zanim weszliśmy do pokoju.
Gdy tylko drzwi się zamknęły zaczęłam płakać. Tak bardzo, że nie byłam w stanie złapać oddechu. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił. Nie pachniał tak jak Harry, ale wciąż przyjemnie. Potrzebowałam przy nim trochę więcej czasu, żeby się uspokoić, ale gdy mój oddech nieco się wyrównał zaczęłam go wielokrotnie przepraszać.
-Przestań mnie przepraszać… - poprosił w końcu. – Wkurza mnie to. – lekko się zaśmiał.
- Widzisz?! Znowu… - załamałam ręce, jednak podłapałam od niego lekki uśmiech.
- Jesteś niesamowita.
- Mam tego tak dość… Nastrój zmienia mi się co pięć minut…
- Czyli zgodnie ze zmianami nastrojów Harry’ego. Musisz go trzymać krótko i nie ulegać, albo będzie działał na Ciebie tak jak teraz.
- Ale nie da się mu nie ulegać… On jest strasznie… - nie potrafiłam znaleźć słowa, więc zrobiłam przerwę.
- Zaborczy, uparty i bezkompromisowy?
- i męski… - dodałam cicho.
- Co? – zaśmiał się.
- Serio! Rozsiewa wokół siebie tyle testosteronu, że żadna laska nie może mu się oprzeć i odda mu wszystko co ma. – Pokręciłam lekko zdegustowana głową.
- On nie może mieć nad Tobą takiej kontroli. Musisz umieć postawić mu granice.
- To znaczy wiesz… W większości przypadków jest naprawdę super.
- I ma być super, ale nie może doprowadzać Cię co chwilę do łez. To nie jest zdrowe.
- Nie chcę żeby był na mnie zły.
- Jezu, że on Cię jeszcze nie przerżnął. Przecież Ty zrobisz wszystko na skinienie jego palca i żeby był zadowolony.
-Nieprawda… - poczułam się lekko urażona. – Po prostu wiem, że ma tym razem trochę racji. Zawsze ma trochę racji, gdy jest na mnie z jakiegoś powodu wkurzony i nie widzę powodu, żeby to potęgować, bo mówi wtedy rzeczy, których wcale nie chce powiedzieć, najpierw uderza tym we mnie, a potem jak zejdzie z niego złość to zaczyna sam się zadręczać i jest w ogóle masakra. A duża część tych momentów, gdy przez niego płaczę wcale nie jest spowodowana przez to, że jest na mnie zły.
- To przez co?
- Przez beznadziejność sytuacji i to, że gdyby nie kontrakt to nawet by na mnie nie spojrzał. Niezależnie od tego co mówi.
-Tego nie wiesz.
-Wiem. Jestem dla niego tylko koleżanką.
-Jesteś bardzo atrakcyjną kobietą. Myślę, że on nigdy Cię nie okłamał. Nie byłby wtedy aż tak wyczulony na to, że kazałaś mu jechać.
- On mi ufa. Zawsze to powtarza, a ja go oszukałam. Ma rację.
- Wiem co mówię.
- Super sobie z nim poradziłeś. W sensie… Łał… Jestem po wrażeniem.
- Nauczyłem się przez te kilka lat.
- Myślisz, że już mu przeszło? – spytałam go.
- Tak.
- Musi czuć się okropnie. Chyba do niego wrócę.
- Poczekaj jeszcze chwilę. Możesz zostać na noc jeśli chcesz. Mówiłem poważnie.
- Jak on mógł to powiedzieć?! – westchnęłam.
- Możesz czuć się przy mnie bezpiecznie. Nie jestem dupkiem.
- Jesteś pewien?! – zażartowałam.
Uśmiechnął się.
- Nie przespałbym się z dziewczyną mojego przyjaciela, ani z dziewczyną, która bez pamięci jest w nim zakochana.
- Lou…
- Taka prawda… Zapalimy zanim pójdziesz? – spytał wiedząc, że do niego wrócę.
- Tu nie wolno palić.
- Taaa… - przewrócił oczami. – Mam wyłączony alarm w łazience i pokoju.
- To zgodne z prawem?
- Pewnie nie. Ale obsługa spełnia każde nasze życzenie. Jakbym poprosił Boy’a Hotelowego o to, żeby skakał na jednej nodze to zapyta jak wysoko.
- Lubisz to?
- Nie i rzadko korzystam, ale tak po prostu jest.
- Okej – westchnęłam. Siedliśmy na parapecie i odpaliliśmy papierosy.
Siedzieliśmy w milczeniu, ale nie było to krępujące.
Wyrzuciłam filtr, poczekałam na Louisa i westchnęłam.
Zeskoczyłam z parapetu i poszłam w kierunku drzwi.
- Dziękuję – powiedziałam naciskając na klamkę.
- Nie ma za co. Jeśli coś się będzie działo, to wiesz gdzie mnie znaleźć.
Posłałam mu jeszcze mały uśmiech i zamknęłam za sobą.
Wzięłam głęboki oddech i poszłam do pokoju, który zamieszkiwałam.
Wsadziłam kartę do drzwi i powoli otworzyłam drzwi.
Leżał na łóżku. Teraz z podniesioną głową, żeby zobaczyć kto idzie.
Wstał. Miał zaczerwienioną twarz od płaczu. Widziałam jak zaciska pięści, żeby się nie rozkleić i otwiera buzię, żeby przerodzić żal
i smutek w broń przeciwko mnie.
- Nie mów czegoś, czego będziesz zaraz żałował – ostrzegłam, podchodząc do niego.
Widziałam jak walczy ze sobą. Bardzo dobrze wiedziałam co chce powiedzieć. Chce nawiązać do Lou i mnie. Objęłam go w talii przyciągając do siebie i mocno przytuliłam. Był jak głaz.
Czułam jak stopniowo się rozluźnia, aż w końcu przyjął mój dotyk przenosząc ręce na moje plecy.
Gdyby ktoś nas widział na pewno nie odniósłby wrażenia, że to ja go pocieszam. Był w końcu ode mnie dużo większy.
- Dlaczego to zrobiłaś? – spytał cicho.
- Bałam się, że coś może Ci się stać – wyjaśniłam.
Czułam jak kręci głową opartą na czubku mojej.
- Umierałem z niepokoju… - powiedział cicho jęcząc. – Jak tylko odjechaliśmy chciałem wrócić, ale Andy mi nie pozwolił. – Miał lekko drżący głos i nad nim nie panował. – Powiedział, że zaraz Cię zgarną. Kazałem mu mimo wszystko zadzwonić do ochrony chłopaków, żeby się upewnić, że wszystko okej i wtedy dowiedzieliśmy się, że nikt jeszcze nie wraca i chwilę później okazało się, że Louis jest
z Tobą i było bardzo nerwowo i słyszałem jak się wszyscy ze sobą kłócą przez krótkofalówkę
(nie wiem, czy to krótkofalówka, ale każdy wie o co chodzi). Potem sam pokłóciłem się z Andy’em bo nie chciał pozwolić na zawrócenie i potem jak się dowiedziałem, że Cię mają to musiałem się upewnić, że wszystko okej i nie odbierałaś i zadzwoniłem do Lou, ale on też nie odbierał, więc musiałem poczekać przed wejściem i… i po prostu sam nie wiem… Tak długo czekałem… Gdy tylko wyszłaś z samochodu… - pokręcił głową i zacisnął oczy, żeby odegnać od siebie jakąś myśl.
- Harry, to nieważne – uspokoiłam go.
Usiadł na łóżku układając mnie sobie na kolanach.
-Bardzo ważne, bo znowu zrobiłem to samo. Sam nie mogę się zdecydować, czy jestem chujem, bo zacząłem na ciebie naskakiwać, czy cipą, bo teraz płaczę.
- Wolę, żebyś był już cipą. – Lekko się uśmiechnęłam. – Chociaż jak dla mnie nie jesteś żadnym z tych.
Pokręcił głową i schował ją w zagłębienie mojej szyi. Zaciągnął się moim zapachem, a jego oddech przyprawił mnie o gęsią skórkę.
Nie wiem ile siedzieliśmy w takiej pozycji, ale w pewnym momencie Harry zaczął zostawiać mokre pocałunki na mojej szyi.
Zawsze swoje frustracje, lęki, złość, ale również intensywne pozytywne emocje rozładowywał w ten sposób. Byłam w szoku, że tak łatwo go przewidzieć.
Pozwalałam mu na to. Tak bardzo tego chciałam. Uwielbiałam, gdy dawał mi chociaż namiastkę prawdziwego romantycznego związku pomiędzy chłopakiem a dziewczyną.
Obrócił nas w taki sposób, że teraz górował nade mną, podczas gdy ja leżałam na łóżku.
Skradł mi pocałunek, po czym zacisnął szczękę i odsunął się ode mnie.
- Przepraszam… - powiedział cicho patrząc mi w oczy. – I za to przedtem i za teraz.
Przygryzłam wargę i wiedząc, że mogę nie mieć takiej szansy przyciągnęłam go znów do siebie wpijając w jego usta.
Zaskoczyłam go. Przez dosłownie sekundę był lekko zdezorientowany, a chwilę później odwzajemnił pocałunek.
Jego dłonie zaczęły błądzić pod moją koszulką. Czułam wybrzuszenie na jego spodniach. Podobało mi się, że jednak mimo wszystko jakoś na niego działałam – choć nie mówię, że wiem jak reaguje na inne dziewczyny.
Po jakimś czasie oderwał się ode mnie z uśmiechem.
- Dlaczego to zrobiłaś? – spytał unosząc bardziej jeden kącik.
Wzruszyłam ramionami.
- Tak po prostu – wykręciłam się.
Pokręcił głową chowając ją w mojej szyi.
- Jesteś inna pod każdym względem – stwierdził. – Idziemy spać? – dopytał podnosząc głowę, żeby na mnie spojrzeć.
- Śpię u Louisa – zażartowałam.
Zmroził mnie wzrokiem.
-Przyszłam tylko po gumki – dodałam.
Patrzył coraz bardziej intensywnie.
- Dobra, przepraszam.  Wiem, jeszcze za wcześnie, żeby sobie z tego żartować.
Pocałował mnie w czoło.
- Jesteś zupełnie inna niż jakakolwiek dziewczyna, którą do tej pory poznałem – powiedział cicho i wstał, żeby się rozebrać.


***

Minął już prawie mój cały pobyt z chłopakami. Zaśpiewali zgodnie
z moją prośbą Happily na jednym z koncertów. Z Lou dogadywałam się całkiem nieźle. Raz nawet ścigaliśmy się korytarzami hali, ponieważ pokłóciliśmy się, czy szybszy jest mały cruiser Penny, czy standardowa deskorolka. Oczywiście mój cruiser wygrał bez dwóch zdań (ewentualnie wygrały moje umiejętności, ale Louis nie musiał o tym wiedzieć).
Wróciliśmy z Harrym z koncertu. Leżeliśmy na łóżku i  jak każdego wieczora czułam wpijającą się we mnie erekcję. Cały czas, który spędziliśmy byłam przy nim tylko ja i nie mogłam zaspokoić jego potrzeb niezależnie od tego jak bardzo tego chciałam.
- Jak Ty to robisz? – zapytał mnie trochę niewyraźnie.
- Co robię? – spytałam odsuwając się od niego, żeby lepiej widzieć jego twarz.
- Radzisz sobie z tym. – Spojrzał w dół swojego ciała.
- Mam nadzieję, że…
- Tak, jasne że nie chodzi mi o to, że mi to robisz, tylko o to jak sobie radzisz z tym napięciem.
Wzruszyłam ramionami.
- Przecież od roku tak naprawdę sypiałaś tylko z Jesse’em i to przez dwa miesiące.
- Ale za to jak intensywnie. – Poruszyłam brwiami. Wywołując jego śmiech. Uwielbiałam ten dźwięk. – Nie schodzisz na ręcznym,
ani nic? – spytałam prosto z mostu.
- Jesteś jak Louis.
- Harry! – upomniałam go.
- Dokładnie jak on! Matko! Skąd wy się wzięliście.
- Dobra, przecież wiem, że Cię to nie zgorszyło.
- Ale mogło.
- Za długo Cię znam.
- Nie.
- „Nie, nie zjeżdżasz”, czy „Nie, nie znam cię długo”
- Ahhh! – jęknął. – Nie zjeżdżam. Usłyszałaś to. Zadowolona?!
- Tak!
- Zazdroszczę wam.
- Nam?!
- No takim osobom, które nie czują potrzeby uprawiania seksu i tak dalej…
- Myślisz, że go nie potrzebuję? – zmarszczyłam brwi.
- A potrzebujesz?
- Oczywiście, że tak.
- Robisz sobie dobrze?
- Tak – przyznałam starając się nie wyglądać na zawstydzoną.
- Nie wiedziałem.
- Nie musiałeś tego nigdy wiedzieć.
- Przynajmniej wiem, że nie jestem w tym sam. Myślałaś o mnie kiedyś w ten sposób? – spytał nagle.
- W jaki sposób?! – udałam, że nie wiem o co chodzi.
- Wyobrażałaś sobie nas kiedyś w łóżku? – teraz to on przejął pałeczkę i miałam wrażenie, że chce mnie za wszelką cenę zawstydzić bardziej niż ja jego chwilę wcześniej.
Skinęłam nieśmiało głową po chwili zastanowienia.
- A Ty? – spytałam cichutko.
- Wiele razy – przyznał. Spojrzałam mu w oczy. – Możesz czuć się bezpieczna.
- Wiem – zapewniłam go.
Przewrócił się na plecy i patrzył w sufit ze swoim ramieniem pod moją głową.
Leżeliśmy chwilę w ciszy podczas, gdy on bawił się kosmykami moich włosów.
- Harry? – podparłam się na łokciu.
- Chcesz, żebym…
- Żebyś co?
- Żebym pomogła Ci dojść? – spytałam unikając jego spojrzenia jak ognia. Gdyby w pokoju nie panowała idealna cisza, jestem pewna, że by mnie nie usłyszał.
- Nie, Janice – odpowiedział.
Poczułam się odrzucona.
- Chciałbym. Uwierz… - powiedział nagle, wyczuwając mój nastrój.  – Nie chcę Cię do tego w żaden sposób wykorzystywać.
- Dlaczego?!
- Ponieważ jesteś czysta i niewinna.
- Robiłam już różne rzeczy w swoim życiu.
- Dla mnie zawsze będziesz…
Przygryzłam wargę.
Czy właśnie zostałam wepchnięta w przyjacielską strefę? Kilka miesięcy temu zachowałby się wobec mnie zupełnie inaczej.
Okrutnie mnie to zabolało, ale nie dałam tego po sobie poznać.

Wiele razy słyszałam, że jestem bardziej jak przyjaciółka niż jak dziewczyna. Potwierdziło się po raz kolejny.

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. świetny rozdział, jestem ciekawa czy Janice wreszcie się przyzna, że zakochała się w Harrym i czy Harry coś poczuje do Janic, cieszę się, że pomiędzy Janice, a Lou jest już wszystko dobrze, czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń